Tag Archives: Miś

Stanisław Bareja nieznany opozycjonista

Były czasy kiedy syn przedwojennego wędliniarza musiał zwracać się do Ministra Handlu Wewnętrznego o przydział „jagnięcej lub gęsiej kiszki” na potrzeby filmowych parówek. Parówek, które przeszły do historii jako „zniknięte”. Nasz bohater żył absurdem swojej epoki i przeciw niemu. Już jako dojrzały twórca został jednym z jej ważniejszych komentatorów.

Podczas studiów w łódzkiej filmówce Stanisław Bareja przyjaźnił się z kilkoma postaciami, które w przyszłości miały zyskać uznanie w polskiej kinematografii. Jedną z nich był Kazimierz Kutz. Po ukończeniu nauki Bareja dość szybko znalazł swoją drogę poświęcając się komedii, zaś jego kolega poszukiwał, stawiając na kino „społecznie zaangażowane”. Na „Męża swojej żony” i „Żonę dla Australijczyka” Barei, miałkie komedyjki dziś już trochę zapomniane, do kin poszły miliony widzów, natomiast dzieła Kutza, który „kino ambitne” odmieniał przez wszystkie przypadki nie nęciły publiki. Kiedy „kurdupel ze Śląska” – jak sam siebie opisał – stwierdził, że też ma predyspozycje do komedii, nakręcił „Upał” z plejadą polskich aktorów kabaretowych. Film przeszedł bez echa, a to już musiało wzbudzić zazdrość wobec starego przyjaciela. Pod koniec lat sześćdziesiątych na oficjalnym zebraniu z udziałem przedstawicieli władz kinematografii Kutz użył terminu bareizm jako etykietki dla tandetnych filmów robionych pod publiczkę. Etykieta którą bezlitośnie podchwyciło środowisko filmowe przywarła do Barei na wiele lat i dopiero „Miś” „zrehabilitował” reżysera w oczach specjalistów od kina. W latach 70-tych kiedy reżyser tworzył coraz ciekawsze obrazy zarzucano jego filmom „antysocjalistyczną wymowę, kłamstwa, brudną propagandę i nienawiść do klasy robotniczej”. Tacy to byli przyjaciele i specjaliści. Bareizm po latach stał się synonimem absurdu życia codziennego, absurdu wyłowionego okiem wprawnego obserwatora. W tym zwycięstwo Barei, niestety zza grobu.

Na szczęście nie jedyne. Jacek Kuroń wspominał następującą sytuację: lata siedemdziesiąte w kinie seans „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”, cała sala wyje ze śmiechu,  po czym zapada cisza i nagle ktoś krzyczy: „Przecież z siebie się śmiejecie!” i znowu cisza. Bareja buntował się przeciw chamstwu, lizusostwu, cwaniactwu i głupocie. Te przywary towarzyszą ludziom jak świat światem. Reżyser „Misia” widział jednak, że komunizm stwarza dla nich cieplarniane warunki, w których rosną i stają się skrajnie nieznośne. Bareja powiedział kiedyś „ktoś kto się boi śmiechu boi się samego siebie”. Jego przeprawy z cenzurą przeszły do legendy. W scenariuszu każdego odcinka „Alternatyw 4” przygotowywanym do oceny cenzora specjalnie umieszczał dowcipy o Związku Sowieckim. Żaden z tych kawałów nie przetrwał kolaudacji, ale dzięki nim Bareja zyskiwał punkt przetargowy w negocjacjach i ratował wiele innych scen wypadających na tym tle łagodnie. Zabierając się wraz ze Stanisławem Tymem do napisania scenariusza „Misia”  stwierdził, że napiszą go tak jakby cenzury w ogóle nie było. Czuł że Gierek niedługo upadnie i nastąpi chwilowe rozprężenie podczas, którego film przejdzie nie pokaleczony przez władze martwiące się w takich momentach głównie o własne stołki. Bareja obstawiał marzec lub kwiecień 1980 roku. Pierwszy sekretarz przetrzymał jednak kilka miesięcy dłużej, a scenariusz dostał ponad 30 uwag cenzorskich. W ten sposób prezes Nowohucki został Ochódzkim, a Wujek Dobra Rada nie opowiedział dzieciom jak mimo, że przestępca złamał mu jedną rękę ujął go drugą.

Pod koniec lat 70-tych rozpoczął się konspiracyjny, mniej znany rozdział życia Stanisława Barei. Już wcześniej wracając ze służbowych podróży – między innymi paryskich zdjęć do „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” – przewoził przez granice w pudełkach na taśmę filmową dziesiątki kilogramów wydawanych na zachodzie książek. Tytuły takie jak „Cień Katynia” czy „Czarna księga cenzury w PRL” mówią same za siebie. W razie wpadki wszystko mogło się skończyć więzieniem. W styczniu 1978 w drzwiach Barei pojawił się Mirosław Chojecki organizator podziemnego wydawnictwa NOWA, któremu polecono ten adres – bez wymieniania nazwiska właściciela – na siedzibę nielegalnej drukarni. Uruchomienie drukarni w domku szeregowym było jednak zbyt niebezpieczne ze względu na wytwarzany hałas. Za to przez kolejne dziesięć lat w garażu reżysera pracował Tomasz Michalak obsługując dla NOWEJ ciemnię fotograficzną. Proceder odbywał się często przy otwartej furtce i uchylonych drzwiach od garażu, ponieważ Bareja wychodził z założenia, że w ten sposób żaden esbek nie nabierze podejrzeń. I miał rację! Podejrzeń nie nabrali również celnicy, którzy przepuścili rodzinę Barejów przez dwie granice z pięćdziesięciokilogramową maszyną drukarską zapakowaną na dachu małego fiata. Takie wyczyny były traktowane przez władze PRL na równi z przemytem broni. Po wprowadzeniu stanu wojennego reżyser napisał fałszywą odezwę rzekomej frakcji PZPR zbuntowanej przeciw „nacjonal-socjalizmowi”. Michalak kolportował ulotkę po Warszawie żeby zasiać zamęt w szeregach partyjnych. Wykorzystując doświadczenie z planu filmowego Bareja pomagał również w charakteryzacji najdłużej ukrywającemu się opozycjoniście – Zbigniewowi Bujakowi, którego udało się zatrzymać SB dopiero w 1986 roku. Okrzyk „Aresztowali Bujaka!” z „Rozmów kontrolowanych” – filmowego hołdu dla reżysera – pewnie wzbudza uśmiech wtajemniczonych w kulisy tamtych wydarzeń.

Bohaterowie Barei, z jednej strony bezwzględni cwaniacy jak prezes Ochódzki z drugiej zagubieni i osaczeni szaracy jak nauczyciel Filikiewicz z „Nie ma róży bez ognia”, dzisiaj są naszymi przewodnikami po PRL. Bareja podał realny socjalizm w wesołym sosie komedii, nie przypuszczając jak trwałe okażą się jego filmy. Otwarte pozostaje pytanie czy śmieszą nas z nostalgii czy dlatego, że po prostu są bardziej aktualne niż sobie z tego zdajemy sprawę.

Wiedzę czerpałem z:

Maciej Replewicz, Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła, Poznań 2009.

http://www.bareja.republika.pl

Reklamy
Otagowane , ,