Author Archives: piotrkopcinski

Jaruzelski vs Piłsudski cz. 1

jp vs jw

W chwili kiedy w mediach pojawiła się informacja o śmierci generała Wojciecha Jaruzelskiego opracowywałem na potrzeby bloga artykuł dotyczący przejęcia władzy w II RP przez Józefa Piłsudskiego. Przez zbieg okoliczności zacząłem porównywać biografie obu postaci, których decyzje odcisnęły piętno w historii Polski XX wieku. Choć dzisiaj pomniki Piłsudskiego stoją w całym kraju warto pamiętać, że za życia należał do postaci wzbudzających silne kontrowersje. Jaruzelski zaliczany powszechnie do czarnych charakterów ma jednak również zwolenników, którzy starają się wywalczyć dla niego uznanie. Zestawiłem dokonania tych dwóch postaci przez pryzmat kilku wątków ich biografii istotnych dla dziejów naszego kraju, a nawet Europy. Zapraszam do przeczytania pierwszej odsłony pojedynku.

SŁAWNE CZYNY WOJENNE

Wizja międzymorza

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej Józef Piłsudski uznał, że w celu zabezpieczenia niepodległość Polski należy dążyć do dalszego osłabienia Rosji. Podjął próbę stworzenia federacji państw Europy Środkowo-Wschodniej, która miała zablokować rosyjski rewizjonizm. W 1919 roku wyparł bolszewików z Litwy i Białorusi, jednak reprezentanci tego pierwszego narodu nie chcieli słyszeć o współpracy z Polską, zaś reprezentantów drugiego gotowych działać w polityce prawie nie było. Pozostawali jeszcze Ukraińcy – wschodniogalicyjscy właśnie pobici przez Rydza Śmigłego i kijowscy Petlury bici przez czerwonych i białych Rosjan. Petlura nie mając pola manewru zawarł sojusz z Warszawą godząc się na bolesny dla Ukraińców warunek Piłsudskiego – granicę polsko-ukraińską na Zbruczu. Wyprawa kijowska w kwietniu 1920 roku przyniosła marszałkowi triumf, którym nie pocieszył się jednak długo. Brak masowego poparcia Ukraińców i słabe przygotowanie logistyczne skutkowały bezładnym odwrotem wojsk polskich pod naporem kontrofensywy bolszewików. Do połowy sierpnia sytuacja dla Polski przedstawiała się tragicznie. Oddziały Armii Czerwonej walczyły już na przedpolach Warszawy. Bieg wypadków odmieniło zaaprobowane przez marszałka uderzenie znad Wieprza, zmuszające bolszewików do odwrotu. Późniejsze bitwy pod Komarowem i nad Niemnem przypieczętowały polskie zwycięstwo. Radość przesłoniło wyczerpanie wojną młodego państwa. Piłsudski był zmuszony porzucić ambitne plany utworzenia federacji, ale obronił Polskę i być może Europę Zachodnią przed bolszewikami.

 

Generał wasal

Epoka stalinowska zakończyła się w Czechosłowacji dopiero wiosną 1968 roku. Partia komunistyczna z Aleksandrem Dubczekiem na czele obrała kurs liberalny w polityce wewnętrznej, przy jednoczesnym zachowaniu podległości ZSRS w ramach Układu Warszawskiego. Władysław Gomułka, który od czasów października 1956 stopniowo dokręcał śrubę społeczeństwu był jednym z najgorętszych zwolenników zdławienia przemian u południowego sąsiada. Kiedy wolnościowe apetyty Czechosłowaków rosły w miarę jedzenia, a Leonind Breżniew był coraz bardziej zaniepokojony przyszłością sowieckiego modelu sprawowania władzy – interwencja została przypieczętowana. Świeżo mianowany Minister Obrony Narodowej PRL generał Wojciech Jaruzelski osobiście nadzorował przygotowania LWP do inwazji, w tym realizację dyrektyw płynących od Naczelnego Dowódcy wojsk UW marszałka Iwana Jakubowskiego. 20 sierpnia 1968 roku połączone siły ZSRS, PRL, NRD i Bułgarii wkroczyły na terytorium Czechosłowacji, w ich składzie znajdowało się 26 tys. żołnierzy LWP. Władze w Pradze wezwały swoich obywateli i wojsko do nie stawiania oporu. Kontrrewolucja została stłumiona, a imperium sowieckie po raz kolejny zabezpieczyło swoje wpływy w Europie Środkowowschodniej. Generał Jaruzelski nie zdecydował się wizytować swoich zwycięskich żołnierzy okupujących terytorium sąsiada.

 

Piotr Kopciński

Reklamy

Zamach Majowy na łamach „Kuriera Poznańskiego”

belwederOd początku 1926 roku w Polsce pogłębiały się  niepokoje związane m. in. ze wzrostem poziomu bezrobocia oraz cen. Z kolejnymi miesiącami słabła pozycja rządu Aleksandra Skrzyńskiego. Jednocześnie do spięć dochodziło na najwyższych szczeblach armii. Józef Piłsudski zmierzał nie tylko do objęcia dowództwa naczelnego na podyktowanych przez siebie warunkach, ale również do wpływu na najważniejsze sprawy państwa. Przywódcy Narodowej Demokracji, zarówno Roman Dmowski jak i Stanisław Grabski, odnosili się z rezerwą do pogłosek o możliwości dokonania przez Piłsudskiego zamachu. Zaniepokojony był natomiast Józef Haller, który w kwietniu odbył podróż, sondującą ewentualne militarne wsparcie dzielnicy zachodniej dla rządu. Obawy generała zbagatelizowano podobnie jak korespondencję z Warszawy opublikowaną w „Kurierze Poznańskim” 1 maja. Autor nie mylił się w ogólnej ocenie sytuacji. (1)

Dziś ukazał się w „Nowym Kurierze Polskim”, wywiad z panem Piłsudskim o dyktaturze i kryzysie parlamentaryzmu. Pan Piłsudski, jakby rumieniąc się, przyznaje, że jest zwolennikiem dyktatury w Polsce, jest zaś przeciwnikiem tylko takiej, która by wpadła w ręce – „złodziei”. Na pytanie czy „wziąłby pan marszałek w swoje ręce?” (pytanie postawione przez organ urzędowy, osobisty pana premiera!), pan Piłsudski uchylił się żartem od odpowiedzi wyraźnej. Ale zakończenie z nim wywiadu brzmi: „Marszałek wyciągnął na pożegnanie ręce – silne, czyste i piękne ręce” – Znowu więc widzimy ten sam motyw: „złodzieje”, „czyste, silne ręce”, „dyktatura”. […] istnieje u nas doskonały grunt pod posiew defetyzmu, nieufności do rozumu, uczciwości i siły kół kierujących państwem, grunt do samobójczej rezygnacji z wszelkich wysiłków, aby uzdrowić społeczeństwo i państwo, grunt dla tęsknoty i marzenia o „zbawcy”, „dyktaturze”, o „silnych, czystych rękach”. (2)

W przeddzień dymisji gabinetu Aleksandra Skrzyńskiego korespondujący ze stolicy Hieronim Wierzyński, powołując się na opinie „kół politycznych”, pisał o prawdopodobieństwie utworzenia koalicji centrowo-prawicowej. (3) 5 maja 1926 roku prezydent Stanisław Wojciechowski przyjął dymisję rządu, wydarzenie to zbiegło się z przemową Marszałka senatu Wojciecha Trąmpczyńskiego, który na posiedzeniu Komisji  Wojskowej Senatu poddał ostrej krytyce kompetencje wojskowe Piłsudskiego oraz jego wypowiedź zniesławiającą polskich generałów wywodzących się ze sztabu armii austro-węgierskiej. (4) W ciągu kolejnych dni przesilenia relacjonowano kolejne nieudane próby utworzenia stabilnej koalicji przez: Wincentego Witosa z Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, Józefa Chacińskiego z Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji, Zygmunta Marka z Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Władysława Grabskiego). Pojawiały się artykuły przychylnie oceniające perspektywę powołania gabinetu w oparciu o formacje centro-prawicowe: Związek Ludowo Narodowy, PSL „Piast”, PSChD oraz Narodową Partię Robotniczą.

Podstawa jest jasna i logiczna: Te stronnictwa, które godzą się na program sanacyjny, powinny wyłonić z siebie rząd. […] Przy obecnej niepewności stosunków finansowych i gospodarczych dłuższe przesilenie, połączone z niepewnością jak zostanie rozwiązane, czy utrzyma się program oszczędnościowy, czy pójdzie na inflację, czy też nie pójdzie, czy dojdzie do steru jakiś rząd wyłoniony, jak się często zdarzało, z przypadku i zakłopotania, a zupełnie niespodziewany itd., itd., musiałby pociągnąć za sobą po prostu katastrofalne skutki. Tego trzeba uniknąć za każdą cenę, tym bardziej, że jak mówiliśmy powyżej, istnieją ku temu wszelkie możliwości. (5)

Przede wszystkim podkreślano, że objęcie władzy przez wyżej wymienione partie przyniesie pozytywne skutki dla gospodarki i budżetu

Albowiem wszystkie stronnictwa wchodzące w jej skład [koalicji – dop. P.K.], na polu gospodarczym i finansowym przeciwstawiają się zasadniczo i w pierwszym rzędzie – inflacji. Ten cel zasadniczy powinien logicznie prowadzić do zgody na te wszystkie środki, które jedynie mogą uniknięcie inflacji umożliwić. W tym świetle przeprowadzenie sanacji finansowej wkracza znowu na drogi pewniejsze i otwarte. (6)

Bardzo ostrej krytyce poddano nagłą rezygnację Aleksandra Skrzyńskiego, ze stanowiska ministra spraw zagranicznych w konstruowanym rządzie, o której powiadomił Witosa w ostatniej chwili przed zamierzonym wręczeniem listy nowych ministrów prezydentowi Wojciechowskiemu. W ten sposób Skrzyński przedłużył o kilka dni przesilenie rządowe, a inicjatywa chwilowo znalazła się po stronie bloku ugrupowań lewicowych. (7) Komentarze „Kuriera” i publikowane w nim przedruki z dzienników warszawskich uznały, że Skrzyński był bezpośrednio inspirowany przez lewicę i Piłsudskiego. Wskazywano również na podział w łonie PPS, który reprezentowali: deklarujący życzliwą neutralność wobec chjeno-piasta poseł Mieczysław Niedziałkowski oraz przedstawiany jako „bandyta i awanturnik” poseł Zygmunt Marek.

Byłoby skandalem, gdyby podobne figury miały naprawdę doprowadzić do rozbicia gabinetu większości. Ostatecznie w tych warunkach pierwszy lepszy, pozbawiony poczucia odpowiedzialności za państwo człowiek z odpowiednią dozą bezczelności będzie wszystko udaremniał, aż doprowadzi Polskę do upadku. (8)

W międzyczasie opublikowano artykuł wyrażający poparcie złożonego przez ZLN projektu nowej ordynacji wyborczej. W jego ramach planowano zmniejszyć o połowę liczbę posłów i senatorów. Ta redukcja miała skutkować wyeliminowaniem małych partii, które bywały języczkiem u wagi podczas przegłosowywania ustaw w sejmie, oraz radykalnym zmniejszeniem reprezentacji mniejszości narodowych. (9) W przeddzień zaprzysiężenia wyłonionego w końcu nowego gabinetu Wincentego Witosa, Józef Piłsudski udzielił dziennikarzowi „Kuriera Porannego” wywiadu, w którym oskarżył nowego premiera i jego otoczenie o korupcję, demoralizację armii, a nawet o nastawanie na jego życie. Nakład gazety z tekstem wywiadu skonfiskowano 11 maja, wywołując oburzenie wśród piłsudczyków. W tym samym skonfiskowanym numerze opublikowano także skierowany do prezydenta list generała Rydza-Śmigłego, w którym bronił Piłsudskiego przed wspomnianym wyżej
atakiem marszałka Trąmpczyńskiego. „Kurier Poznański” podsumował swoje stanowisko tytułem artykułu streszczającego obie wypowiedzi: „Rzecznicy zamętu”.

Męskie i stanowcze wystąpienie Marszałka Trąmpczyńskiego przeciw szerzeniu przez pana Piłsudskiego i jego zwolenników anarchii w armii i w kraju, wywołało dziki szał w obozie piłsudczyków. Trzeba stwierdzić, że w obecnych czasach kiedy zawodzą ludzie, mający władzę i obowiązek utrzymania w kraju dyscypliny, kiedy brak charakteru, bojaźliwość i ustępliwość wobec ordynarnego krzyku okazują ludzie, uważani przez niejednych za naszych „największych” mężów stanu, twarde lecz szczere i odważne słowa Marszałka Senatu, który tak wielką odegrał rolę w życiu naszego państwa, wzbudzają ogólny szacunek oraz zadowolenie […]

Marszałek Trąmpczyński, pochodząc z dzielnicy polskiej, najbardziej zbliżonej do zachodniej kultury, miał sposobność od chwili powstania państwa polskiego dobrze się przyjrzeć awanturom i warcholskim popisom pana Piłsudskiego jako Naczelnika Państwa. I trudno się dziwić, że metody tego człowieka o wschodniej kulturze, tego romantyka, niezdolnego do ścisłego myślenia i partyzanta w mundurze Naczelnego Wodza, musiały do głębi oburzać Wojciecha Trąmpczyńskiego, myślącego z troską o dalszym rozwoju Polski, którą pan Piłsudski przemienił w Meksyk . (10)

W dalszej części artykułu czytamy o nie uznaniu przez piłsudczyków nominacji na Ministra Spraw Wojskowych generała Malczewskiego i dalszych możliwych reperkusjach. Przedstawiony możliwy czarny scenariusz wypadków był zdecydowanie mniej dramatyczny od tego, co zdarzyło się następnego dnia.

A gdyby piłsudczycy podszczuwani przez „Kuriera Porannego” posunęli się tak daleko, że wystąpiliby z raportami do Prezydenta Rzeczpospolitej (przeciw nominacji gen. Malczewskiego – dop. P.K.), to taki krok winien być potraktowany jako wyraz buntu i niesubordynacji wobec najwyższych władz państwowych, a szczególnie wobec samego Prezydenta, który od nikogo nauk nie powinien otrzymywać. Oficerowie, którzy powarzyliby się na taki krok, winni natychmiast otrzymać dymisje. (11)

12 maja 1926 roku „Kurier Poznański” nie poinformował o rozpoczęciu zamachu przez Piłsudskiego. Jerzy Drobnik wspomina w swoim „Diariuszu” o chaosie i dezinformacji panujących w redakcji, sam dowiedział się o zamachu w południe. W Poznaniu wydrukowano dodatek „Postępu” z informacjami o sytuacji. Z Warszawy zatelefonował Hieronim Wierzyński polecając żeby w „Kurierze” nie poruszać tematu. (12) W wydaniu wieczornym opublikowano korespondencję dementującą, wbrew prawdzie, informacje o walkach w Warszawie. Na marginesie warto zauważyć, że ta sama notka pojawia się następnego dnia na pierwszej stronie wydania porannego, wpleciona w opis przebiegu wydarzeń w Warszawie, o których trudno powiedzieć, że odbyły się w „całkowitym spokoju”.

Dzień dzisiejszy mija w całkowitym spokoju. O 11 zebrała się Rada Ministrów, która obraduje do chwili, gdy telefonuje nad położeniem kraju. Z kilku miejscowości prowincjonalnych otrzymano alarmujące wiadomości. Pogłoski na tym tle rozpuszczane nie są zupełnie ścisłe. Należy panować nad nastrojami i krytycznie przyjmować szerzone najrozmaitsze pogłoski. (13)

Opublikowano również artykuł Wierzyńskiego z komentarzem do utworzenia gabinetu Witosa. W konkluzji autor stwierdza, że rozwój wypadków udowodnił bezpodstawność obaw przed zamachem Piłsudskiego.

Wspomnieliśmy o obozie sulejowieckim. Wśród rozgwaru wydarzeń uszedł uwagi jeden niezwykle znamienny szczegół: oto w okresie misji posła Marka, który zobowiązał się do wskazania imieniem lewicy kandydata na premiera, poseł Marek jako rzecznik czterech grup lewicowych […] zwrócił się do marszałka Piłsudskiego z wyraźną propozycją objęcia przezeń szefostwa rządu. Temu żądaniu jednakże pan Piłsudski odmówił […] Ta odmowa ma duże znaczenie. Ponieważ pewne koła ciągle liczą na Piłsudskiego jako na domniemanego dyktatora czy szefa rządu – teraz znalazły jaskrawą odpowiedź na swe pragnienia. Lewica zaś skompromitowawszy się nie mogąc nawet znaleźć wspólnego kandydata na premiera. (14)

„Kurier” odniósł się do konfiskaty „Kuriera Porannego” i kilku innych pism, przedrukowujących wspomniany wywiad z Piłsudskim lub omawiających kwestię bezprawności tej konfiskaty, uznając to działanie za w pełni legalne i uzasadnione jego znaczeniem pedagogicznym: […] albowiem dzisiejsze „lewicówki” są znacznie powściągliwsze w krytyce rządu i stronnictw prawicowych. W tym samym artykule znajdujemy opis ekscesów wywoływanych przez członków Strzelca, również oficerów w służbie czynnej, jeżdżących po Warszawie i nakazujących orkiestrom w kawiarniach granie „Pierwszej Brygady”. Zmuszani do słuchania pieśni na baczność goście, którzy sprzeciwili się napastnikom w ocenie „Kuriera” wystąpili słusznie w obronie „spokoju i praworządności”. (15) 13 maja pojawiło się jedynie poranne wydanie „Kuriera”. Pierwsze strony zdominowały już doniesienia z Warszawy i reakcja Wielkopolan. Opublikowano komunikaty i rozkazy prezydenta, rządu, a na głównym miejscu pierwszej strony wspólną odezwę wielkopolskich zarządów stronnictw wchodzących w skład rządu.

Społeczeństwo Zachodniej Polski stwierdza uroczyście, że Najwyższe Władze Państwa liczyć mogą na całkowite jego poparcie w walce z buntownikami. […] Obywatele! Wierni i karni stoimy przy Państwie, Konstytucji i prawowitym Rządzie, gotowi poprzeć go wszelkiemi siłami. Rokoszan nie minie zasłużona kara! Tak nam dopomóż Bóg! (16)

„Kurier” od razu udostępnił swoje łamy dla organizowania oporu wobec zamachowców. Na dalszych stronach pojawił się telegram do premiera Witosa wystosowany przez komitet porozumiewawczy organizacji skupiających część weteranów.

Niżej podpisane organizacje oświadczają wobec zajść warszawskich, mających na celu obalenie rządu prawowitego i wywołanie anarchii w naszym państwie, że silnie i wiernie stoją przy rządzie przez pana prezydenta powołanym. Gotowi jesteśmy każdej chwili poprzeć rękę naszego rządu do stłumienia buntu. Czekamy rozkazu. (17)

Znalazło się również wezwanie na wiec młodzieży akademickiej zredagowane w podobnym tonie. Wiec odbył się i przerodził w manifestację poparcia dla rządu. (18) Zamieszczony szczegółowy opis wypadków 12 maja dość wiernie (jak na informacje zbierane na gorąco i z dystansu kilkuset kilometrów) oddaje rzeczywistą sytuację, zgodną ze znanym nam stanem badań (19)  (w dwa dni później „Kurier” przedrukuje dokładniejsze informacje zaczerpnięte ze zdobytego numeru „Kuriera Warszawskiego” (20) ). Wracając do informacji publikowanych 13 maja należy zauważyć, że w tekstach podkreślano wysokie morale sił rządowych, ich dobre wyposażenie, m. in. w ciężki sprzęt oraz nadciąganie posiłków z Poznania i Lwowa, co w drugim przypadku było nieprawdą. Jednocześnie pomijano przewagę liczebną sił Piłsudskiego w stolicy i wbrew faktom sugerowano, że do nich zakradać się zaczyna dezorganizacja i zwątpienie, nie wspomniano również o ofiarach walk. Zaś zgodnie z prawdą stanowczo zaprzeczono domniemanemu zamachowi na wille marszałka w Sulejówku.

Korespondent Wasz dowiaduje się ze sfer bezpieczeństwa publicznego, że cała ta wiadomość jest wyssana z palca. (21)

Na uwagę zasługuje opublikowany wśród korespondencji ze stolicy tekst dowodzący oryginalnej tezy, że za zamachem stoją machinacje środowisk międzynarodowych, chcących zapobiec usamodzielnieniu się Polski w wyniku reformy finansów przeprowadzonej przez prawicę.

[…] Sfery te rozumieją, że plan ministra Zdziechowskiego, sprzeciwiający się inflacji oraz poddaniu Polski Lidze Narodów, zmierza wyraźnie do ugruntowania niezależności gospodarczej i politycznej Polski. By udaremnić te zamiary sfery międzynarodowe wyzyskały warcholstwo Piłsudskiego i pchnęły go przeciw legalnemu Rządowi i przeciw całej Polsce. (22)

Poranny numer z 14 maja otwiera artykuł z relacją ministra sprawiedliwości Stefana Piechockiego, który razem z ministrem Stanisławem Osieckim przybył wieczorem poprzedniego dnia samolotem z Warszawy. Przekazane przez niego informacje były pomyślne, bunt miał być stłumiony w nadchodzących godzinach. Ministrowie opuścili centrum wydarzeń niedługo po udanym kontrataku sił rządowych, podczas którego odrzucono piłsudczyków od Belwederu i zdobyto Ministerstwo Spraw Wojskowych (m. in. siłami oddziałów poznańskich). (23) Oprócz szczegółowego przebiegu wydarzeń Piechocki przekazał plotkę o zranieniu generała Felicjana Sławoja Składkowskiego i zabiciu generała Lucjana Żeligowskiego. Optymizm zawarty w podsumowaniu był jednak na wyrost.

Sytuacja przedstawia się na ogół pomyślnie. Przybywają ze wszystkich stron kraju posiłki. Warszawa jest faktycznie otoczona już przez wojska wierne Rządowi. Rząd i Prezydent Rzeczypospolitej przebywają cały czas w Belwederze. Rokosz według wszelkiego prawdopodobieństwa zostanie w najbliższych godzinach złamany i winnych spotka zasłużona surowa kara. (24)

W korespondencji z Warszawy również pojawiły się fałszywe informacje, o podejmowanych przez zbuntowanych oficerów próbach pertraktacji w celu poddania się legalnym władzom. Wobec znanych faktów nieprawdziwe były też doniesienia, o wierności wojsk we wszystkich Dowództwach Okręgów Korpusów oraz rzekomej samoobronie społecznej, której skutki dały się już mocno we znaki rebeliantom. (25) W wydaniu wieczornym bardzo podniośle i z przesadą ogłoszono zasługi żołnierzy poznańskich w wydarzeniach 13 maja.

[…]udały się natychmiast w bój i dopomogły podchorążówce do ostatecznego zdobycia gmachu Ministerium Spraw Wojskowych, co zadecydowało o załamaniu się buntu Piłsudskiego. Poznań znowu uratował Polskę. (26)

Nastawienie „Kuriera” do puczu Piłsudskiego oddaje felieton Jerzego Bandrowskiego.

Więc wariat z Sulejówka wyrwał się i pomaszerował z jakimiś pułkami na Warszawę, aby zostać polskim Cezarem. Kolosalnie wielki człowiek. […] To, co rzekomy, sam przez siebie mianowany marszałek Piłsudski zrobił, jest zbrodnią. Jako pisarz polski, jako oficer polski, jako polski żołnierz, jako polski obywatel, z całej duszy protestuję przeciwko temu. Wariactwo jego postępku oszołomiło mnie. […] Za to powiedzieć mogę i muszę, że ten Marszałek może być czym chce i czym potrafi, ale nie jest karnym żołnierzem i dlatego ja, biedak, demokrata, ale potomek rycerskiego rodu, oficer, łamię w tej chwili szablę na kolanie i rzucam mu ją w twarz! […] (27)

Artykuł wstępny wydania wieczornego uderza w jeszcze mocniejsze tony.

[…] Tymczasem znalazł się człowiek o kainowym sumieniu, który w takiej właśnie chwili, kiedy Ojczyzna wyjątkowego wymaga spokoju, równowagi, skupienia wszystkich sił Narodu dla jednego wielkiego celu, podkłada żagiew pod dach polski, wymierza zbójecki pistolet w pierś Matki Ojczyzny, rozrywa Armię, ten największy skarb, jaki Naród posiada dla zabezpieczenia swojej wolności i niepodległości, depce prawo i wolność tego kraju, który go przez fatalne okoliczności obsypał zaszczytami i wyniósł na wysoki piedestał ludzi dobrze zasłużonych i wtrąca dzisiaj kraj w straszny wir walk bratobójczych. […] (28)

Z numeru na numer padały coraz ostrzejsze sformułowania. Oto fragment felietonu z wydania porannego 15 maja.

[…] I głupcy byli ci, którzy mając go na muszce, nie położyli go jak psa! Zbyt wiele kurtuazji wobec podłego zdrajcy! Gdyby wreszcie ten generalski kabotyn padł i nie sączył już głupstw z pod swych błazeńsko nastroszonych brwi, imponując żołnierzom czapeczką, jakiej nikt w Armii nie nosi, byłby spokój. […] jest niby żołnierzem i powinien tedy sam ze sobą rachunek zrobić. Może sobie w tym celu pożyczyć rewolwer od któregoś ze swych wymuskanych adiutantów […] Ale jeśli tego nie zrobi, to powinien zginąć jak tchórz – to znaczy – powinien wisieć. (29)

Tego dnia w obu wydaniach dużo miejsca poświęcono opisowi inicjatyw zmierzających do powołania Armii Ochotniczej, mającej wesprzeć rząd. Na rzecz jej powstania działali emerytowani generałowie Józef Dowbor-Muśnicki, Kazimierz Raszewski i Józef Unrug, a przedsięwzięciu patronował generał Józef Haller. Na zapowiadanym przez „Kurier” wiecu młodzieży akademickiej powołano, przy poparciu władz Uniwersytetu Poznańskiego, Akademicki Komitet Obrony, który zajął się formowaniem Legii Akademickiej . (30) Podobnie jak dzień wcześniej na łamach „Kuriera” mobilizowały się też sprzyjające prawicy organizacje paramilitarne.

Po wiecu akademickim ruszył około godz. 16-tej imponujący pochód studentów, który w poważnym i uroczystym nastroju szedł ulicami […] przed gmach Urzędu Wojewódzkiego. Tutaj wojewoda Bniński przyjął delegację studentów, która oświadczyła, iż młodzież oddaje się pod rozkazy legalnej władzy. Do pochodu ze studentami przyłączyły się liczne kolumny czwórek zrzeszeń i organizacji wojskowo-wychowawczych. Manifestacja wykazała dobitnie, że opinia całego tutejszego społeczeństwa stoi twardo i niewątpliwie za legalną władzą i Konstytucją, a przeciw zdrajcom i buntownikom. (31)

Kolejną sprawą, opisywaną w szczegółach i komentowaną była kwestia czasopism, które poparły zamach Piłsudskiego, w tym poznańskiego „Kuriera Porannego”.

To też nie wahamy się dzisiaj wskazać na „Przegląd Poranny” i na stojącą za nim tzw. „Młodą Polskę”, jako na tych, którzy przygotowali moralnie zdradę stanu, a dziś się z nią solidaryzują. Obóz to w Poznaniu i w Wielkopolsce bez znaczenia i bez wpływów, ale jeśli po tym wstrząsie, przez jaki Polska przechodzi, ma uzdrowić się, wrzód powinno się nie tylko przeciąć, ale do samego jądra wypalić. To też, pomijając kary, jakie zdrajców stanu i ich popleczników spotkają, musi koniecznie społeczeństwo nasze izolować się moralnie od tych zbrodniarzy […] (32)

„Kurier Poznański” z satysfakcją ogłosił wiadomość o konfiskacie w Krakowie„Ilustrowanego Kuriera Codziennego” jednego z najbardziej poczytnych dzienników w Polsce, który również poparł Piłsudskiego. Jednocześnie wezwał do konfiskaty w Poznaniu i tuż obok opublikowano informację, że decyzją prokuratury poznańskiej skonfiskowano nakład „IKC”, który wywołał powszechne oburzenie nawet u bezkrytycznych zwolenników tej szmaty. (33) Poznańskie lokale redakcji „Kuriera
Porannego” i „IKC” zostały zdemolowane przez bojówki narodowe. (34) „Kurier” wezwał również do rozprawy z członkami Związku Strzeleckiego, organizacji paramilitarnej która wsparła zamach z bronią w ręku.

[…] Nie czas dziś na zarzuty i oskarżenia. Trzeba jednak powziąć postanowienie, by zdradziecka organizacja strzelecka była bezwzględnie rozpędzona i rozbrojona, a jej kierownicy jak najsurowiej ukarani. Do tej roboty należy się zabrać natychmiast na prowincji, która jest wierna prawowitym władzom państwowym. (35)

W kolejnych dniach przewijały się te same wątki, uzupełniane informacjami o reakcjach za granicą. Wieczorem 15 maja na pierwszej stronie znajduje się nie potwierdzona jeszcze informacja o dymisji prezydenta i rządu. W komentarzu redakcyjnym czytamy.

Jedno jest pewnym. Wprowadzenie Piłsudskiego do nowego rządu byłoby po prostu prowokacją. […] Podniesiono bunt jawny, otwarty, bezsprzeczny, potwierdzony przez przywódcę słowami: „Droga prawa jest dla mnie zamknięta”. Poszedł tedy drogą bezprawia. To bezprawie nie zostałoby usunięte, wypalone rozżarzonym żelazem. To bezprawie zostałoby tolerowane, żyłoby dalej, toczyło w dalszym ciągu duszę narodu. W tysiącu zaskoczonych takim załatwieniem sumień pozostałoby dręczące pytanie: „Gdzie jest prawo?” (36)

W pierwszych dniach po zakończeniu walk, w Wielkopolsce dominowali zwolennicy dwóch sposobów rozwiązania sytuacji. Pierwsi wzywali do mobilizacji i zbrojnej walki przeciw piłsudczykom. Drudzy nawoływali do spokojnego wyczekiwania połączonego z nieuznawaniem rządu Bartla i pacyfikacją stosunków w kraju. Pierwszy nurt reprezentowali generałowie organizujący Armię Ochotniczą, drugiemu przewodzili wojewoda Adolf Bniński i marszałek Trąmpczyński i to właśnie
oni opanowali sytuację. (37) Wojewoda Bniński zezwolił 15 maja na opublikowanie komunikatu o ustąpieniu Wojciechowskiego i Witosa. Jednak już dzień później poparł kontynuowanie walki z zamachowcami i ustanowionymi przez nich władzami, ale miała to być walka polityczna. (38) Wpływ uspokojenie nastrojów miało zdanie Romana Dmowskiego, który przybył do Poznania zza granicy dzień po zakończeniu walk. (39) Marszałek Trąmpczyński dla spacyfikowania nastrojów ogłosił, odezwę wydrukowaną przez „Kurier” na pierwszej stronie, obok niej znalazł się komentarz redakcji.

W tych warunkach odezwa Marszałka senatu Trąmpczyńskiego […] jest hasłem, które skupi około siebie wszystkie żywioły, pragnące utrzymania ładu i porządku jako podstawy istnienia wolnej niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. Nakaz to rzucony naprawdę z głębi sumienia narodowego. […] Bo nie łudźmy się: Oparcie się na bezprawiu, bunt i rokosz, musi w żyły narodu wprowadzić truciznę, która go powali i doprowadzi do stanu, iż znajdzie się jako bezwładna żertwa dla czyhającego komunizmu […] Chcemy przede wszystkim takiego skrzepnięcia narodu, iżby zwycięsko powalić on mógł podnoszącą się hydrę anarchii i komunizmu. Chcemy tego wcześnie, póki to jest możliwe, bo może być łatwo za późno. I da Bóg, że przezwyciężymy to najgłębsze i najokropniejsze wstrząśnienie, jakie od czasów wojny dzisiaj przechodzimy. (40)

Na tej samej stronie znalazła się uchwała klubu PSChD wzywająca do szybkiego zwołania zgromadzenia narodowego i uporządkowania sytuacji w państwie. Kolejną stronę zajęła odezwa nowopowstałej Organizacji Obrony Państwa, w której szeregi weszli również redaktorzy „Kuriera” z Bolesławem Szczepkowskim na czele. OOP poparła wystąpienie marszałka Trąmpczyńskiego. Wezwała obywateli do zjednoczenia się i powoła Komitet Wojewódzki Organizacji Obrony Państwa w celu w celu zbudowania struktur terenowych.

[…] Przywrócenie istotnego porządku prawnego, obalonego przez gwałt, stoi jako naczelne zadanie przed całym narodem. Podstawą do oswobodzenia Polski od czynnika buntu i rewolucji społecznej oraz punktem krystalizacyjnym dla wszystkich żywiołów praworządnych w państwie, którym drogie są zasady wiary, prawa własności i praworządności musi być w pierwszym rzędzie Wielkopolska. […] (41)

W okresie pomiędzy zakończeniem walk a wyborem nowego prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, i po tym fakcie, „Kurier Poznański” dużo miejsca poświęcał zarządzanym przez nowe władze dymisjom wśród kadry urzędniczej oraz w wojsku. (42) Powtarzały się wyrazy zaniepokojenia o los uwięzionych przez zamachowców, wiernych  rządowi  generałów:  Malczewskiego,  Zagórskiego,  Szeptyckiego, Jaźwińskiego i Rozwadowskiego. (43) Szczególnymi bohaterami artykułów „Kuriera” stawianymi za wzór postawy obywatelskiej byli dowódca Szkoły Podchorążych i Oficerskiej Szkoły Piechoty pułkownik Gustaw Paszkiewicz (44) oraz dawny kapelan legionów ksiądz Józef Panaś, który w proteście przeciw zamachowi rzucił swoje odznaczenia pod nogi generała Gustawa Orlicz-Dreszera. (45) W odniesieniu zamachu do polityki międzynarodowej przewijały się przede wszystkim dwa wątki: potencjalna utrata szans Polski na miejsce w Radzie Ligi Narodów (46) oraz reakcja na zwycięstwo Piłsudskiego opinii w stolicach europejskich. (47) 20 maja decyzją poznańskiej prokuratury skonfiskowano nakład wieczornego wydania „Kuriera Poznańskiego” za opublikowanie artykułu pt. „Kat i błazen”, krytycznie odnoszącego się do Józefa Piłsudskiego. Numer wydrukowano jeszcze raz. (48) Podobnie postąpiono z numerem wieczornym z 26 maja zawierającym odezwę OOP, krytykująca zwołanie zgromadzenia narodowego do Warszawy. (49) Szerszą prognozę co do przyszłych rządów Piłsudskiego sformułował prof. Edward Taylor.

Jaki jest program, w imię którego zamach się odbył? Zdaje się raczej jasnym już jest zupełnie, że go nie było i nie ma, poza osobistymi ambicjami przywódcy. Nie znaczy to żeby nie miał powstać ex post pod wpływem kół i stronnictw, na których rządy po zamachowe się opierają i będą się chciały oprzeć. Wpływ tych ostatnich będzie tym silniejszy, że Piłsudski nie przyjął na siebie odpowiedzialności za skutki wykonanego przez się zamachu dla kraju. W poprzedniej zaś swej działalności nie wykazał on, by posiadał jakiś jasny i poważniejszy program: można było w niej stwierdzić z pozytywnych rzeczy tylko dążenie do federacji, dążność do oparcia istnienia Polski na ścisłym porozumieniu z Niemcami bodaj, że za wszelką cenę, pragnienie silnego a niekontrolowanego wojska, a poza tym pogardę dla wszelkich zagadnień gospodarczych przy ogólnej sympatii dla lewicowych poczynań społecznych. (50)

Na 2 dni przed obradami Zgromadzenia Narodowego w obszernej korespondencji z Warszawy rozważano potencjalne możliwości obrania Piłsudskiego na prezydenta. W konkluzji oceniono, że jedynie poparcie stronnictw „większości polskiej” pozwoli wyłonić kandydata. Stąd próby przekonywania i zastraszania prawicy i centrum prowadzone na szeroką skalę przez środowiska związane z  marszałkiem. (51)  Ocenę  przebiegu  Zgromadzenia  Narodowego  znajdujemy w komentarzach Jerzego Drobnika.

[…] Wyboru się zrzekł. I wysunął dwóch swoich kandydatów, ludzie zresztą, o których nikt by nie pomyślał nawet. […] Pan Piłsudski najwidoczniej zamierza rządzić przez swoich ludzi. Zaczyna rozkazywać, kogo ma się wybierać, kto ma być prezydentem. On sam jak jakiś niby najwyższy rozkazodawca, uważa się za stojącego ponad wszystkie w Polsce. (52)

[…] Jak tłumaczą bliskie mu pisma, między innymi nie przyjął dlatego, ażeby nie być skrępowanym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w warunkach, jakie się wytworzyły, wpływ Piłsudskiego nadal będzie przemożny. Z tym tylko, że na stanowisku Prezydenta stanie się człowiek, jego wpływowi podległy. Tedy w niczym nie umniejsza się odpowiedzialności za losy państwa, jaka na nim spoczywa. (53)

Okres zamachu symbolicznie kończy opublikowana przemowa Mariana Seydy, wygłoszona podczas wielkiego wiecu zwolenników ZLN w Poznaniu. Seyda, który niedługo po tym zostanie redaktorem naczelnym „Kuriera Poznańskiego” stwierdził m. in.:

Nie zwyciężyliśmy wprawdzie, większością głosów, nawet polskich, przeszedł Mościcki, w którym uznajemy legalnego prezydenta; ale stanowczością swą zjednał sobie obóz nasz respekt nie tylko zwolenników, ale i przeciwników. (54)

W czasie zamachu „Kurier Poznański” wykazywał dużą aktywność we wspieraniu rządu Witosa połączoną z ostrym potępieniem Piłsudskiego. Jako oficjalny organ ZLN udostępniał swoje łamy również komunikatom innych stronnictw wchodzących w skład koalicji. Nie tylko informował o przebiegu zdarzeń, ale także aktywnie pomagał w organizacji obrony legalnych władz publikując wezwania do mobilizacji obywateli. Prognozy co do skutków rządu Piłsudskiego pokrywały się z opiniami dominującymi w obozie Narodowej Demokracji. (55)

Piotr Kopciński

(1) H. Lisiak, Narodowa Demokracja w Wielkopolsce w latach 1918-1939, Poznań 2006, s. 102.
(2) Kurier Poznański, 01.05.1926, nr 199.
(3) K. P., 04.05.1926, nr 201.
(4) A. Czubiński, Przewrót majowy 1926 roku, Warszawa 1989, s. 145-155.
(5) K.P., 06.05.1926, nr 206.
(6) K.P., 10.05.1926, nr 212.
(7) A. Próchnik, Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej, Warszawa 1983, s. 180.
(8) K.P., 8.05.1926, nr 210.
(9) K.P., 7.05.1926, nr 208.
(10) K.P., 11.05.1926, nr 214
(11) Ibidem.
(22) Z. Lenarczyk, Jerzy Drobnik. Między dziennikarstwem a polityką, Poznań 2001, s. 56.
(13) K.P., 12.05.1926, nr 216.
(14) Ibidem.
(15) Ibidem. Por. A. Garlicki, Józef Piłsudski 1867-1935, Kraków 2012, s 501-503.
(16) K.P., 13.05.1926, nr 217.
(17) Ibidem.
(18) H. Lisiak, op. cit., s. 106.
(19) A. Czubiński, op. cit.., s. 163-178; A. Garlicki, Przewrót majowy, s. 226-242.
(20) K.P., 15.05.1926, nr 220.
(21) K.P., 13.05.1926, nr 217.
(22) Ibidem.
(23) A. Czubiński, op. cit.,s. 180-182.
(24)  K.P., 14.05.1926, nr 218.
(25) K.P., 14.05.1926, nr 218.
(26) K.P., 14.05.1926, nr 219.
(27) K.P., 14.05.1926, nr 218.
(28) K.P., 14.05.1926, nr 219.
(29) K.P., 15.05.1926, nr 220.
(30) A. Czubiński, op. cit., s. 206.
(31) K.P., 14.05.1926, nr 218.
(32) Ibidem.
(33) K.P., 14.05.1926, nr 219.
(34) A. Czubiński, Wielkopolska i Pomorze wobec zamachu stanu w 1926 roku, [w:] Studia i materiały do Dziejów Wielkopolski i Pomorza, t. 6: 1960, z. 1 s. 169.
(35) Ibidem.
(36) K.P., 15.05.1926, nr 221.
(37) A. Czubiński, Wielkopolska i Pomorze…, s. 183-184.
(38) Ibidem, s. 171-172.
(39) A. Czubiński, Problem tzw. separatyzmu dzielnicowego w Wielkopolsce i na Pomorzu w latach 1918-1926, [w:] „Studia Śląskie. Seria Nowa”, t. 42, Opole 1983, s. 125 -142.
(40) K.P., 20.05.1926, nr 229.
(41) Ibidem.
(42) K.P. 17.05.1926, nr 223; K.P. 18.05.1926, nr 225; K.P. 21.05.1926, nr 231; K. P. 26.05.1926, nr 236
(43) K.P., 18.05.1926, nr 224; K.P. 28.05.1926, nr 240; K.P. 28.05.1926, nr 241; K.P. 29.05.1926, nr 243. Por. A. Ajnenkiel, Polska po przewrocie… , s. 13-14.
(44) K. P. 25.05.1926, nr 235; K.P. 1.06.1926, nr 248
(45) K.P. 18.05.1926, nr 225; K.P. 19.05.1926, nr 227; K.P. 21.05.1926, nr 231. Por. A. Garlicki, Józef Piłsudski…, s. 543.
(46) K.P. 18.05.1926, nr 225; K.P. 2.06.1926, nr 250.
(47) K.P. 21.05.1926, nr 231; 29.05.1926, nr 242; K.P. 28.05.1926, nr 241
(48) K.P. 21.05.1926, nr 230.
(49) K.P. 26.05.1926, nr 237; K.P. 27.05.1926, nr 239.
(50) K.P., 22.05.1926, nr 233.
(51) K.P., 29.05.1926, nr 243. Por. A. Próchnik, op. cit, s. 195-197.
(52) K.P., 31.05.1926, nr 246.
(53) K.P., 1.06.1926, nr 248.
(54) K.P., 5.06.1926, nr 254.
(55) R. Wapiński, Narodowa Demokracja 1893-1939. Ze studiów nad dziejami myśli nacjonalistycznej, s. 254.

Jan Krzysztof Kelus zapomniany bard opozycji

Jan Krzysztof Kelus w latach siedemdziesiątych śpiewał dla rodzącej się opozycji. Dziś domaga się od TVP zapłaty za prawa autorskie do jego piosenki – „[…] w kwocie równej średniemu miesięcznemu świadczeniu emerytalnemu pobieranemu przez FUNKCJONARIUSZA byłej SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA wynoszącej 2558 zł brutto”.

W młodości JKK często odwiedzał ambasadę USA w Warszawie. Żeby podszkolić swój angielski wypożyczał stamtąd książki oraz płyty z amerykańskim folkiem. Szczególnie zafascynowały go piosenki Woody’ego Guthrie. Wokal Amerykanina i jego gra na gitarze były delikatnie mówiąc dalekie od wirtuozerii, liczyły się wyśpiewywane historie. U Kelusa  miało być podobnie, kiedy później podczas żeglugi po mazurach i wielu wędrówek po górach  zaczął sam pogrywać z nudów na gitarze.

Do 1968 roku nie angażował się w politykę po żadnej stronie. Wydarzenia marcowe zaczęły się dla niego podczas jednego z wyjazdów w Tatry. Bezpieka wzmogła działalność w całym kraju, a przybysz z Warszawy sprawiał podejrzane wrażenie uciekiniera. Po powrocie przerażony antysemicką nagonką, której ofiarami padali jego znajomi napisał anonimowo ulotkę zatytułowaną: „Faszyzm nie przejdzie”. Kelus wzywał do oporu, interpretował zaistniałą sytuację jako próbę powrotu aparatu bezpieczeństwa do metod stalinizmu. Wkrótce potem wraz z kilkoma koleżankami, został aresztowany na 48 godzin. Aby uniknąć procesu, a  w konsekwencji więzienia, po warunkowym zwolnieniu cała grupa uciekła z Warszawy. Najbliższe siedem miesięcy spędzili w schronisku górskim. Rozważali możliwość ucieczki przez zieloną granicę. Jednak z czasem represje ustały i mogli w miarę bezpiecznie wrócić do stolicy.

Niedługo potem Kelus znany w środowisku „Taterników”, otrzymał propozycję przemycania przez góry książek wydawanych przez paryską „Kulturę”. Proceder opierał się na następującej formule: celem jednej grupy było zdobycie szczytu od strony czechosłowackiej i zostawienie w umówionym miejscu paczki z książkami; druga ekipa odbierała przesyłkę od strony polskiej. Kanał przerzutowy działał w obie strony, z Polski wynoszono materiały przeznaczone do publikacji na zachodzie. Oprócz literatury była to dokumentacja pomarcowa w stylu Kelusowej ulotki. Udało się przemycić tylko kilka transportów, do czasu gdy aktywność „Taterników” została wykryta przez władze. Aresztowano około trzydziestu osób z czego pięć stanęło przed sądem. W górach działali najczęściej w dwuosobowych zespołach, partnerem Kelusa był Maciej Włodek, wnuk Jarosława Iwaszkiewicza, ówczesnego prezesa Związku Literatów Polskich. Prawdopodobnie dzięki temu nie znaleźli się w głównym nurcie sprawy, ale toczono przeciwko nim osobne śledztwo.  Na mocy amnestii śledztwo wobec nich umorzono po dziewięciu miesiącach. Sądzona część grupy dostała wyroki od 3 do 5 lat.

Nastała dekada Gierka. Początkowa poprawa sytuacji materialnej w kraju, opłacona zachodnimi kredytami utrzymała się tylko kilka lat. W lipcu 1976 roku zapadły pierwsze wyroki w procesach uczestników zamieszek w Radomiu i Ursusie. Część inteligencji oprócz wystosowania publicznych protestów, zorganizowała dla represjonowanych pomoc finansową i prawną. Wśród kurierów KOR-u, którzy jeździli z pieniędzmi do Radomia, znaleźli się JKK oraz jego żona Urszula Sikorska. O tym epizodzie opowiadał w piosence Szosa E7.

Czerwony Radom pamiętam siny

Jak zbite pałką ludzkie plecy

Szosę E7 na dworcach gliny

Jakieś pieniądze jakieś adresy

Czerwiec nas zastał z dala od miasta

Jesienią Konrad już na nas czekał

Pierwsze pieniądze właśnie zebrano

Pojechaliśmy – ktoś musiał jechać.

Po amnestii w lipcu 1977 roku w KOR-ze powstało Biuro Interwencyjne, zajmujące się łamaniem prawa przez milicję oraz SB. Kelus został jednym ze współpracowników Biura, na którego czele stał Zbigniew Romaszewski.  Zaczął też występować ze swoim repertuarem w  opozycyjnych salonach kulturalnych. Przed jednym z występów wpadł na pomysł, żeby pojawić się na wieczorku z pakietem nagranych własnym sumptem kaset. Przyniósł sto sztuk, i ku jego wielkiemu zdziwieniu sprzedał wszystkie. W sumie wyprodukował wraz z zoną 1000 egzemplarzy „albumu” Piosenki ze starej kasety. Na końcu kaset zamieszczał następującą formułkę:

Jako niezależny twórca działający poza państwowym monopolem rozrywkowym zastrzegam prawa autorskie do zawartych na niniejszej kasecie utworów. […] Wyrażam zgodę na kopiowanie kasety pod warunkiem wpłacenia tantiem w wysokości 100 zł lub 10 dolarów poza krajem od jednej kopii […]. Jeśli przekazanie tantiem, […] okaże się dla kogoś niemożliwe proszę o przekazanie ich równowartości na pomoc osobom represjonowanym lub na cele kultury niezależnej. 

Dalej artysta podawał swój adres. Tekst doskonale wpisywał się filozofię jawności KOR-u. Później podczas stanu wojennego, słuchacze przyzwyczajeni do anonimowości podziemnych twórców otrzymywali świadectwo sporej odwagi.  Dowodem uznania były przekazy na sumy często większe niż wskazywane przez autora. Ograniczenia cenzury po prostu znikały, niestety na bardzo ograniczoną skalę.

Ostatni publiczny występ JKK odbył się w Białymstoku tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego , gdzie zagrał dla strajkujących studentów. W nocy z 12 na 13 grudnia wrócił do Warszawy. Przeczucie jego żony, uratowało ich wtedy przed aresztowaniem. Opuścili mieszkanie na pięć minut przed przyjściem funkcjonariuszy SB. Rozpoczął się okres ukrywania. W pierwszej audycji zorganizowanego przez Zbigniewa Romaszewskiego radia „Solidarność”, znalazła się piosenka anonimowego autora Ostatnia szychta na KWK „Piast” w wykonaniu Kelusa. Bez trudu zidentyfikowano głos wykonawcy, a SB wyjątkowo zaciekle starała się unicestwić radio.  Na początku lata 1982 roku JKK został schwytany w czasie próby odebrania ukrytych maszyn do seryjnego kopiowania kaset magnetofonowych. Spędził cztery miesiące w Białołęce w celi razem z Henrykiem Wujcem i Januszem Onyszkiewiczem. Tam napisał swoje ostatnie opublikowane piosenki, które jak sam opowiadał później: „przestały do niego przychodzić”. Do końca lat osiemdziesiątych prowadził wraz z żoną pasiekę. W wolnej Polsce nigdy nie dał się namówić na występ.

W 2011 roku na zlecenie telewizji publicznej wyprodukowano program rocznicowy o Czerwcu 1976 roku. Kelus zgodził się na umieszczenie w nim piosenki Szosa E7 pod warunkiem zamieszczenia w umowie licencyjnej formuły o wynagrodzeniu w równowartości emerytury byłego funkcjonariusza SB. Prawnicy TVP stwierdzili, że tak sformułowanej umowy nie mogą przyjąć, a honorarium nie zostało wypłacone.  Autor cały czas pozostaje „poza państwowym monopolem”.

Wiedzę czerpałem z:

Jan Krzysztof Kelus, Wojciech Staszewski, Był raz dobry świat, Warszawa 1999.

Krzysztof Gajda, Poza państwowym monopolem – Jan Krzysztof Kelus, Poznań 1998.

http://blogpress.pl/node/10865

Otagowane , ,

Pomarańczowa Alternatywa czyli jak krasnoludki rozbroiły komunizm

Orange Alternative (Pomarańczowa Alternatywa) ...

Na komisji wojskowej Waldemar Fydrych stawił się w mundurze majora i chociaż nie miał ochoty na wczasy w koszarach, manifestował szalony entuzjazm dla zaszczytnej służby w armii. Przedpoborowy został wzięty za pomylonego i nie otrzymał powołania. W tym szaleństwie była metoda.

Podczas karnawału Solidarności wśród wielu nowych organizacji, pojawiła się we Wrocławiu niewielka grupa hippisującej młodzieży, która obwołała się Ruchem Młodej Kultury. Niebawem światło dzienne ujrzało dzieło fundamentalne z perspektywy teoretycznych podstaw Ruchu – „Manifest Surrealizmu Socjalistycznego”. Napisany przez Majora Fydrycha wyznaczał kierunek, którym miała podążyć awangarda ludzkości: […] Czytelniku świat stoi przed Tobą otworem. Np. byłskotliwa kariera maszyny do szycia mundurków dla przedszkolaków. Każdy wykształcony rozum sięgnie po dostępne środki. Czyż nie jest ukoronowaniem szczęścia być mechanizmem wielkiej maszyny kosmicznej. Polecam. Każda inna celowa droga wzbroniona […].

Ludzie skupieni w RMN szli w poprzek wszystkiego i szybko popadli w konflikt z opozycyjnym Niezależnym Zrzeszeniem Studentów działającym na Uniwersytecie Wrocławskim. Jedną z przyczyn nieporozumienia było pisemko zatytułowane „Pomarańczowa Alternatywa” na którego pierwszej stronie zamieszczono hasło: „WSZYSCY PROLETARIUSZE – BĄDŹCIE PIĘKNI”. NZS stwierdził, że zawarte w nim treści nie licują z powagą strajku studenckiego, który ówcześnie miał miejsce. Kiedy w czasie tego samego strajku pod gmach filozofii uniwersytetu zajechały ekipy porządkowe by zamalować znajdujące się na fasadzie  plakaty, z okien wychylili się studenci śpiewając „Międzynarodówkę” i błyskając fleszami aparatów fotograficznych zmusili malarzy do wycofania się. Protestujący mieli jeszcze w odwodzie rzutnik ze slajdem Mona Lizy, który o mało nie został użyty. Prawda, że nietypowe metody?

Po wprowadzeniu stanu wojennego Ruch Nowej Kultury przemianował się na Wojskową Akademię Artystyczną. Komendantem-Rektorem został Fydrych noszący już zaszczytny tytuł Komendanta Twierdzy Wrocław. Grupa zeszła do podziemia i wzięła na cel mury. Czerpiąc z myśli Hegla i Marksa urodzili krasnoludka. Przynajmniej tak zeznał milicji przyłapany na malowaniu tych stworzeń Fydrych. Antyrządowe napisy na murach – czyli tezę – władza nakazywała skrupulatnie zamalowywać pokrywając miasto szarymi plamami – a więc antytezą. I tak syntezą walki władzy ze społeczeństwem został krasnoludek z kwiatkiem w ręku. A ponieważ w dialektyce ilość przeradza się w jakość, im więcej skrzatów tym lepiej. Katedra Malarstwa Taktycznego przygotowywała grunt pod nową rewolucję społeczną. Krasnoludki zaczęły pojawiać się w miastach całej Polski.

Prawdziwa lawina ruszyła w 1987 roku. Pomarańczowa Alternatywa nakręcała rewolucję – krasnale miały wyjść na ulicę. Ulotka agitacyjna informowała, że 1 czerwca to: Dzień spotkania dzieci z międzynarodowym ruchem komunistycznym oraz że […] krasnoludek czyli krasny, znaczy czerwony od czapek ludek, albo inaczej ludek chodzący w czerwonych czapkach stanowi bardzo aktualny problem światowy i lokalny. W oznaczonym czasie na ulicy Świdnickiej we Wrocławiu pojawił się pochód przystrojony czerwone czapeczki, wznosząc okrzyki: „Krasnoludki są na świecie”, „My jesteśmy krasnale” i „Nie ma wolności bez krasnoludków”. Interweniująca milicja została poczęstowana cukierkami. Funkcjonariusze mogli czuć się nieswojo pakując do suk krasnoludki śpiewające przedszkolne piosenki przy wtórze histerycznie płaczących dzieci, które wraz z uspokajającymi je rodzicami były przypadkowymi świadkami tego wydarzenia. Kiedy aresztowano przybranego papierem toaletowym wielkiego misia w czarnych okularach tłum zaczął skandować „Zamknąć misia Puchatka!”. Rok później krasnoludków było już ponad dziesięć tysięcy.

Papier toaletowy, najmłodsza generacja papieru, wprawdzie nie służy powiększaniu się Piramid, jednak może spowodować upadek niejednego Imperium. W dzisiejszych czasach surrealizmu socjalistycznego, który opanowuje cały świat, papier toaletowy to protokół dyplomatyczny, jest białym krukiem polskiej higieny – informowała ulotka z zaproszeniem na happening „Kto się boi papieru toaletowego?”. I tym razem milicja zaczęła zatrzymywać uczestników rozdających przechodniom skrawki papieru toaletowego. Nie ustrzegli się również przypadkowi przechodnie niosący swoje prywatne rolki deficytowego towaru. Posiadanie sraj-taśmy okazało się wykroczeniem przeciw porządkowi PRL. Ale to był tylko etap.

Na wigilię 70-tej rocznicy Rewolucji Październikowej Rada Komisarzy Ludowych Pomarańczowej Alternatywy przygotowała swoje opus magnumПРАВДА nas wyzwoli Towarzysze!!! Dzień wybuchu Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Październikowej jest dniem Wielkiego Wydarzenia. Obecnie Święto nie ma swojej wigilii. Towarzysze, czas przełamać bierność mas ludowych! […] Towarzyszu, ubierz się odświętnie, na czerwono. Załóż czerwone buty, czerwoną czapkę, szalik. […] SPOTKAJMY SIĘ TOWARZYSZE NA WIECU KU CZCI REWOLUCJI!!! IDEA I PRAKTYKA LENINA I TROCKIEGO WIECZNIE ŻYWA!!! […] Przyprowadź swego psa – o godz. 16.15 pod zegarem odbędzie się wystawa psów rasowych i nierasowych pod hasłem „Psy na rzecz rewolucji”. […] Wydarzenie rozpoczął nie kto inny, jak tekturowy pancernik „Potiomkin”. Chluba floty czarnomorskiej została szybko otoczona przez milicję. Marynarzy wywleczono do radiowozu gdzie dostali lanie. Z odsieczą aresztowanym przyszli towarzysze z garnizonu Kronsztad. Milicja zablokowała ulicę i obstawiła okoliczne budynki, także bar „Barbara” czyli „Pałac Zimowy”, w którym wedle ulotkowej zapowiedzi miał być podany wigilijny barszcz czerwony. Służby porządkowe dokonały również abordażu na nadpływający krążownik „Aurora”. Po chwili z autobusu miejskiego wysypał się proletariat z okrzykami „RE-WO-LU-CJA” na ustach. Na koszulkach napisy: „Będę więcej pracować”, „Jutro będzie lepiej” rozwinięto transparenty „Żądamy rehabilitacji Lwa Trockiego – twórcy Armii Czerwonej” i „Żądamy ośmiogodzinnego dnia pracy dla Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych”. Zdezorientowana milicja nie wiedziała kogo zatrzymywać: psa z czerwoną kokardą, ludzi z transparentami, czerwonych towarzyszy biegających z gwizdkami czy murzyna w czerwonym berecie zmierzającego w stronę Rynku. To wszystko w niecałe dwadzieścia minut, ale to nie był koniec. Z tramwaju wyskoczyli kolędnicy z transparentem „Barszcz czerwony” i czerwoną gwiazdą na kiju, oprócz nich na ulicę Świdnicką galopem wkroczyła konarmia Budionnego.  Około godziny 17.00 otwarto „Barbarę”, niestety barszcz wycofano ze sprzedaży. Niedługo potem niedobitki rewolucjonistów zamknęła milicja.

Tak mniej więcej wyglądał ten pamiętny dzień w relacji Majora Fydrycha. Historia zatoczyła koło. Oto siły porządkowe broniące władzy wyznającej oficjalnie pryncypia marksizmu-leninizmu rozpędziły czerwoną manifestację. Żart rozbroił system.

Wiedzę czerpałem z:

Kenney Padraic, Rewolucyjny karnawał: Europa Środkowa 1989, Wrocław 2005.

http://www.muzeum.pomaranczowa-alternatywa.org/

Otagowane , , ,

Stanisław Bareja nieznany opozycjonista

Były czasy kiedy syn przedwojennego wędliniarza musiał zwracać się do Ministra Handlu Wewnętrznego o przydział „jagnięcej lub gęsiej kiszki” na potrzeby filmowych parówek. Parówek, które przeszły do historii jako „zniknięte”. Nasz bohater żył absurdem swojej epoki i przeciw niemu. Już jako dojrzały twórca został jednym z jej ważniejszych komentatorów.

Podczas studiów w łódzkiej filmówce Stanisław Bareja przyjaźnił się z kilkoma postaciami, które w przyszłości miały zyskać uznanie w polskiej kinematografii. Jedną z nich był Kazimierz Kutz. Po ukończeniu nauki Bareja dość szybko znalazł swoją drogę poświęcając się komedii, zaś jego kolega poszukiwał, stawiając na kino „społecznie zaangażowane”. Na „Męża swojej żony” i „Żonę dla Australijczyka” Barei, miałkie komedyjki dziś już trochę zapomniane, do kin poszły miliony widzów, natomiast dzieła Kutza, który „kino ambitne” odmieniał przez wszystkie przypadki nie nęciły publiki. Kiedy „kurdupel ze Śląska” – jak sam siebie opisał – stwierdził, że też ma predyspozycje do komedii, nakręcił „Upał” z plejadą polskich aktorów kabaretowych. Film przeszedł bez echa, a to już musiało wzbudzić zazdrość wobec starego przyjaciela. Pod koniec lat sześćdziesiątych na oficjalnym zebraniu z udziałem przedstawicieli władz kinematografii Kutz użył terminu bareizm jako etykietki dla tandetnych filmów robionych pod publiczkę. Etykieta którą bezlitośnie podchwyciło środowisko filmowe przywarła do Barei na wiele lat i dopiero „Miś” „zrehabilitował” reżysera w oczach specjalistów od kina. W latach 70-tych kiedy reżyser tworzył coraz ciekawsze obrazy zarzucano jego filmom „antysocjalistyczną wymowę, kłamstwa, brudną propagandę i nienawiść do klasy robotniczej”. Tacy to byli przyjaciele i specjaliści. Bareizm po latach stał się synonimem absurdu życia codziennego, absurdu wyłowionego okiem wprawnego obserwatora. W tym zwycięstwo Barei, niestety zza grobu.

Na szczęście nie jedyne. Jacek Kuroń wspominał następującą sytuację: lata siedemdziesiąte w kinie seans „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”, cała sala wyje ze śmiechu,  po czym zapada cisza i nagle ktoś krzyczy: „Przecież z siebie się śmiejecie!” i znowu cisza. Bareja buntował się przeciw chamstwu, lizusostwu, cwaniactwu i głupocie. Te przywary towarzyszą ludziom jak świat światem. Reżyser „Misia” widział jednak, że komunizm stwarza dla nich cieplarniane warunki, w których rosną i stają się skrajnie nieznośne. Bareja powiedział kiedyś „ktoś kto się boi śmiechu boi się samego siebie”. Jego przeprawy z cenzurą przeszły do legendy. W scenariuszu każdego odcinka „Alternatyw 4” przygotowywanym do oceny cenzora specjalnie umieszczał dowcipy o Związku Sowieckim. Żaden z tych kawałów nie przetrwał kolaudacji, ale dzięki nim Bareja zyskiwał punkt przetargowy w negocjacjach i ratował wiele innych scen wypadających na tym tle łagodnie. Zabierając się wraz ze Stanisławem Tymem do napisania scenariusza „Misia”  stwierdził, że napiszą go tak jakby cenzury w ogóle nie było. Czuł że Gierek niedługo upadnie i nastąpi chwilowe rozprężenie podczas, którego film przejdzie nie pokaleczony przez władze martwiące się w takich momentach głównie o własne stołki. Bareja obstawiał marzec lub kwiecień 1980 roku. Pierwszy sekretarz przetrzymał jednak kilka miesięcy dłużej, a scenariusz dostał ponad 30 uwag cenzorskich. W ten sposób prezes Nowohucki został Ochódzkim, a Wujek Dobra Rada nie opowiedział dzieciom jak mimo, że przestępca złamał mu jedną rękę ujął go drugą.

Pod koniec lat 70-tych rozpoczął się konspiracyjny, mniej znany rozdział życia Stanisława Barei. Już wcześniej wracając ze służbowych podróży – między innymi paryskich zdjęć do „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” – przewoził przez granice w pudełkach na taśmę filmową dziesiątki kilogramów wydawanych na zachodzie książek. Tytuły takie jak „Cień Katynia” czy „Czarna księga cenzury w PRL” mówią same za siebie. W razie wpadki wszystko mogło się skończyć więzieniem. W styczniu 1978 w drzwiach Barei pojawił się Mirosław Chojecki organizator podziemnego wydawnictwa NOWA, któremu polecono ten adres – bez wymieniania nazwiska właściciela – na siedzibę nielegalnej drukarni. Uruchomienie drukarni w domku szeregowym było jednak zbyt niebezpieczne ze względu na wytwarzany hałas. Za to przez kolejne dziesięć lat w garażu reżysera pracował Tomasz Michalak obsługując dla NOWEJ ciemnię fotograficzną. Proceder odbywał się często przy otwartej furtce i uchylonych drzwiach od garażu, ponieważ Bareja wychodził z założenia, że w ten sposób żaden esbek nie nabierze podejrzeń. I miał rację! Podejrzeń nie nabrali również celnicy, którzy przepuścili rodzinę Barejów przez dwie granice z pięćdziesięciokilogramową maszyną drukarską zapakowaną na dachu małego fiata. Takie wyczyny były traktowane przez władze PRL na równi z przemytem broni. Po wprowadzeniu stanu wojennego reżyser napisał fałszywą odezwę rzekomej frakcji PZPR zbuntowanej przeciw „nacjonal-socjalizmowi”. Michalak kolportował ulotkę po Warszawie żeby zasiać zamęt w szeregach partyjnych. Wykorzystując doświadczenie z planu filmowego Bareja pomagał również w charakteryzacji najdłużej ukrywającemu się opozycjoniście – Zbigniewowi Bujakowi, którego udało się zatrzymać SB dopiero w 1986 roku. Okrzyk „Aresztowali Bujaka!” z „Rozmów kontrolowanych” – filmowego hołdu dla reżysera – pewnie wzbudza uśmiech wtajemniczonych w kulisy tamtych wydarzeń.

Bohaterowie Barei, z jednej strony bezwzględni cwaniacy jak prezes Ochódzki z drugiej zagubieni i osaczeni szaracy jak nauczyciel Filikiewicz z „Nie ma róży bez ognia”, dzisiaj są naszymi przewodnikami po PRL. Bareja podał realny socjalizm w wesołym sosie komedii, nie przypuszczając jak trwałe okażą się jego filmy. Otwarte pozostaje pytanie czy śmieszą nas z nostalgii czy dlatego, że po prostu są bardziej aktualne niż sobie z tego zdajemy sprawę.

Wiedzę czerpałem z:

Maciej Replewicz, Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła, Poznań 2009.

http://www.bareja.republika.pl

Otagowane , ,